# 14
Weekend jak najbardziej udany, dziękuję, a weekendowe hasło przewodnie to: Nie ważne gdzie - ważne z kim, a dokładnie my i Sista ze swoim nowym bojfrendem w najbardziej obskurnym hotelu, jaki możecie sobie wyobrazić, wszystko rodem z Alternatywy 4. Pożółkłe, cerowane firanki, brązowe umywalki, prysznic z którego woda leci na wszystkie strony z takim czarnym gumowym wężem, a wystrój w tak zwanej stołówce prosto z wczasów FWP. Ale Sista'z Bojfrend okazał się być bardzo sympatycznym człowiekiem, pogoda dopisała, wódeczkę serwowaliśmy sobie na kocu w lesie, tuż nad brzegiem jeziorka, jedliśmy w restauracji Jantar, do której weszliśmy bo (cyt. Kriczr) Nie była obskurwiała, a co do której stworzyliśmy teorię, że tak naprawdę Jantar jest burdelem i nikt miejscowy nie przyjdzie tam zjeść, więc pewnie wszyscy się z nas po cichu śmiali.
Z Kriczr oboje ledwo powstrzymywaliśmy się od zrobienia tego w miejscu publicznym - ostatni tydzień był koszmarny i tęskniliśmy za sobą okrutnie. Mam nadzieję, że chociaż udało nam się stwarzać pozory, bo byłoby nam głupio przed Sista i Ł., gdyby słyszeli jak robimy to za ścianą, na tych pieprzonych łóżkach, które skrzypiały przy najbardziej subtelnych ruchach.
--
Stukam w klawiaturę i nie mogę się przyzwyczaić do nowej akustyki w moim pokoju, w którym został już tylko komputer. Jutro go odłączam na jakieś cztery dni i, tak jak pisałam wcześniej, wpada tu pan Heniu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz